Koncern z Boulogne-Billancourt zawsze chodzi swoimi drogami, ale nie wynika to z chęci wyróżnienia się na siłę. To skutek strategii polegającej na jak najlepszym dopasowaniu się do swoich czasów i wymagań współczesnych klientów. Co w takim razie robi w gamie konserwatywny Talisman?

 

 

W 1965 roku Francuzi zaskoczyli wszystkich i pokazali Renault 16 – obszernego pięciodrzwiowego hatchbacka, który miał walczyć w klasie średniej. I swoje wywalczył – sprzedano go w ponad 1,8 miliona egzemplarzy. Obecnie jednak zaskakujące modele, w których krzyżują się rozwiązania z różnych klas są na porządku dziennym. Tymczasem Renault oferuje w klasie średniej elegancko stylizowany model, o bardzo klasycznej formie. Jedynie jako sedana i kombi Grandtour. Bez odmiany liftback występującej w w poprzednikach – Lagunach, bez nietypowych rozwiązań stylistycznych. Ale to wcale nie znaczy, że Renault Talisman nie jest autem zaskakującym.

 

 

Komfort z Alpine

Przyznam szczerze, że ciężko określić najmocniejszą benzynową 225-konną odmianę mianem usportowionej. Zresztą producent celowo nie nazwał jej np. GT. Owszem, spokrewniony blisko z tym z Alpine A110 1,8-litrowy silnik zapewnia osiągi takie jak można oczekiwać, a generowane przez niego 300 Nm jest dostępne w szerokim zakresie obrotów. Ale jednocześnie (jak należałoby oczekiwać od auta klasy średniej, szczególnie francuskiego) Renault Talisman oferuje przede wszystkim komfort. Bardzo dużo komfortu. Dlatego ma też dużo sensu w słabszych (i przy okazji tańszych) odmianach.

Ale Talisman ma w rękawie pewnego asa, nazywa go 4Control i jest nim skrętna tylna oś. Nic nowego w motoryzacji, ale też nadal nic powszechnego, szczególnie w klasie średniej. W mieście dobrodziejstwo jest oczywiste – lepsza zwrotność. Talismanem tam gdzie jest ciasno jeździ się tak jakby był autem znacznie mniejszym. Ale to nie dlatego tylna skrętna oś znalazła się już lata temu w Nissanie Skyline’ie GT-R R32, a z czasem w BMW serii 7 czy Porsche 911.

 

 

Stabilnie i lekko

Przy prędkościach większych niż miejskie tylne koła skręcają w małym zakresie, o około dwa stopnie, w tę samą stronę co przednie. Właśnie dlatego to rozwiązanie trafia coraz częściej do aut sportowych czy hot-hatch’ów. Bo ma to nieoceniony wpływ na stabilność na zakrętach. Faktem jest, że jazda z autem ze skrętną tylną osią wymaga chwili przyzwyczajenia, ale lubiący dynamiczną jazdę i sprawdzający na ile mogą sobie pozwolić w kwestii przyczepności bardzo się z tym rozwiązaniem polubią.

Mimo dość komfortowego charakteru Talisman, nawet w wersji Grandtour, na krętych bocznych drogach czy długich łukach ekspresówek bez większego wysiłku zawstydza wiele usportowionych aut. I nie, nie jest to jego naturą, nie po to powstał. Talisman nigdy nie zapomina, że jest sporym rodzinnym autem. Ale w razie potrzeby potrafi być zaskakująco skuteczny i prędzej czy później docenią to nawet spokojni kierowcy – auto prowadzi się lekko i zwinniej niż większość konkurentów. A nawet spokojnym kierowcom zdarza się awaryjnie omijać przeszkodę.

 

 

Caractère français

Nie bez powodu wspomniałem na początku Renault 16. Miałem okazję jeździć genialnie utrzymanym egzemplarzem ze zbiorów Renault Classic. Tak jak się spodziewałem wóz  mocno przechylał się na boki na zakrętach i był fenomenalnie wręcz komfortowy. Ale to wcale nie oznaczało, że prowadził się gorzej niż konkurenci z połowy lat 60. Prowadził się od większości z nich lepiej. Widocznie w Boulogne-Billancourt uważają, że jedno wcale nie musi wykluczać drugiego. I taki właśnie jest Talisman – nawet w najmocniejszej wersji stawia na komfort i spokój. Jeśli jest taka potrzeba potrafi dużo, ale nie udaje na siłę auta sportowego i chwała mu za to.

 

 

Dla większości użytkowników aut klasy średniej liczą się jednak też inne kwestie. I w większości z nich nie będą tutaj zawiedzeni. Renault Talisman ma przestronną kabinę, oferuje wygodną pozycję za kierownicą nawet wysokim osobom i w wersji Initiale Paris jest dobrze wyciszony. Materiały są porządne, tak jak i montaż. W testowanym Talismanie, mimo sporego przebiegu jak na auto prasowe, nie było słychać na nierównościach żadnego trzasków. My w pewnych kwestiach jesteśmy jednak niereformowalni – nie mamy nic na przeciw dotykowym ekranom, szczególnie przy mnogości funkcji w nowoczesnych autach. Ale sterowanie wentylacją bezwzględnie powinno być bezpośrednio na desce rozdzielczej. Niby w menu komputera Talismana jest łatwo dostępne, ale jednak to nie to samo…

 

 

Drugi zarzut tyczy się dwusprzęgłowej przekładni EDC. Jest szybka, ale trochę zbyt nerwowa i nadpobudliwa – tak jakby chciała pomagać silnikowi, tyle że nie ma takiej potrzeby. Często bez redukcji silnik poradziłby sobie bardzo dobrze z zadaniem. To zresztą cecha większości konstrukcji tego typu, dlatego ich miejsce jest w autach o sportowym charakterze.

A co z charakterem Renault Talismana? Mimo połączenia komfortu z zaskakująco pewnym prowadzeniem ten wóz nie Doktor Jekyll i Pan Hyde. To przede wszystkim wygodne rodzinne kombi w starym dobrym stylu, które świetni sprawdzi się w długich trasach. Dynamiczna natura jest tutaj miłym, ale tylko dodatkiem.

 

Fotografie: Rafał Andrzejewski

 

Poprzedni artykuł#roadtrip: Norda, część 1
Następny artykułMała Ameryka